Tomasz Waleński, Wirtualna Polska: Czy możemy rozpatrywać amerykańskie niepowodzenie w wojnie z Iranem jako podobne do rosyjskiej inwazji w Ukrainie? Obie miały zakończyć się błyskawicznym zwycięstwem. Tymczasem Kijów dzielnie stawia opór Moskwie niemal piąty rok, a Teheran nie ugiął się Waszyngtonowi już ponad pół roku.
Olli Ruohomäki, Fiński Instytut Spraw Międzynarodowych (FIIA): Po pierwsze - muszę absolutnie zaznaczyć, że nie możemy stosować jakichkolwiek porównań moralnych między Rosją - Władimirem Putinem - a Stanami Zjednoczonymi. Tu po prostu nie ma czego porównywać. Putin to ludobójca i dyktator. USA to kraj, który przewodzi wolnemu światowi.
DLA CIEBIESprzedała dziewictwo, została nagrana. Detektyw mówi o cudzieWracając jednak do sedna. Obecny problem USA z Iranem ma dużo starszy rodowód. Doświadczenia z Afganistanu i Iraku jasno pokazały, że mocarstwo z przytłaczającą siłą ognia, danymi wywiadowczymi i przewagą technologiczną nie radzi sobie z przeciwnikiem, który de facto nie ma państwowej struktury.
Co zatem zawiodło? Amerykanie zlekceważyli Iran, tak jak Rosja Ukrainę?
Cały teatr wojny uległ zmianie. Iran zaskoczył swoją odpornością. Lubimy to słowo na Zachodzie, lubimy też podkreślać, że sami jesteśmy "odporni" na różne zagrożenia, ale to właśnie Teheran wykazał "odporność" na działania USA. Iran - i jego kierownictwo - dostosowało się do warunków USA. Tak samo jak Ukraina dostosowała się do warunków postawionych przez Rosję.
W obu przypadkach założenia były takie, że przeciwnicy - w tym wypadku Iran i Ukraina - upadną zaraz po rozpoczęciu działań wojennych. Oczekiwania jednak nie sprostały rzeczywistości.
A Amerykanie się dostosowali?
Kolejne doświadczenie z wcześniejszych kampanii prowadzonych przez USA - czyli w Iraku i Afganistanie - jasno pokazuje, że potrzebujesz strategii wyjścia. Wykonasz swoje założenia i co dalej? Zmiana reżimu: Obaliliśmy Saddama, ale co potem? Potem przyszło Państwo Islamskie i inne radykalne islamskie organizacje terrorystyczne.
Żeby pokonać ajatollahów, potrzeba by czegoś na kształt lądowania w Normandii. Same bomby nie wystarczą. Ajatollahowie mają swój odpowiednik - idąc dalej porównaniami z II wojny światowej - SS w postaci Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. To dobrze wyszkolona formacja, dobrze wyposażona i wysoko zmotywowana - fanatycy. Pomysł na zmianę reżimu przez bombardowanie po prostu nie działa, kiedy ten teatr wojny wygląda inaczej.
Do tego irańskie władze są jak hydra - odetniesz głowę - wyrosną następne.
Amerykanie ocenili Trumpa. Jest gorzej niż u BidenaWaszyngton tego nie wiedział?
Problem jest jednak taki, że ciągle nie wiemy, jakie były dokładnie cele Amerykanów. Waszyngton nie był ich w stanie precyzyjnie określić. Raz mówiono o powstrzymaniu Iranu od zdobycia broni jądrowej innym razem o zmianie reżimu.
Zmiana reżimu i co dalej? Iran to nie Syria, gdzie istniała zorganizowana uzbrojona opozycja. Irańska opozycja taka nie była. W miastach doszło do protestów. Nie doszło jednak do rebelii. W Syrii ludzie chwycili za broń i skończyło się to krwawą wojną domową.
Amerykanie mają strategię wyjścia z Bliskiego Wschodu już od czasów prezydentury Baracka Obamy. Ugrzęźli tam jednak niczym w ruchomych piaskach - jeden ruch i zakopujesz się głębiej.
A jakie są globalne konsekwencje amerykańskiego niepowodzenia w Iranie?
Tutaj musimy powiedzieć m.in. o powstawaniu nowych sojuszy, jak choćby niedawne porozumienie z Mekki między Turcją, Pakistanem i Arabią Saudyjską.
Czy ma to być alternatywa dla systemu bezpieczeństwa opartego głównie na USA?
To nie tyle alternatywa, co symptom rodzącego się porządku wielobiegunowego. Widzimy nowe formacje, w których gracze tacy jak Arabia Saudyjska, Katar czy Emiraty szukają partnerstw nie tylko z USA, ale też z Unią Europejską, Chinami czy Indiami. To jasny sygnał: era dominacji jednego mocarstwa mija. Dziś świat można podzielić na cztery kategorie.
Pierwsza to supermocarstwa: USA i Chiny. Druga to państwa "status quo", jak UE, Wielka Brytania, Japonia czy Kanada, które bronią porządku opartego na zasadach. Trzecia to potęgi wschodzące: Indie, Turcja, Brazylia, Indonezja - ich waga w G20 rośnie i my na Zachodzie musimy z nimi handlować i budować sojusze. I wreszcie czwarta kategoria: kraje rewizjonistyczne, jak Rosja i Iran, które są izolowane przez resztę świata.
Trzęsienie ziemi w Pentagonie. Wiceszef sił lądowych rezygnujeCzy ta izolacja i chaos są potęgowane przez politykę Donalda Trumpa?
Zdecydowanie. Byliśmy przyzwyczajeni do przewidywalności Waszyngtonu. Obecnie mamy do czynienia z ogromną nieprzewidywalnością. To sprawia, że nawet najwięksi sojusznicy USA nie chcą już wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Szukają dodatkowych warstw zabezpieczeń. Kraje Zatoki są dziś bardziej zainteresowane współpracą z Europą w kwestiach cyberbezpieczeństwa czy ochrony szlaków morskich niż kiedykolwiek wcześniej.
Jak w tym kontekście ocenić kampanię USA przeciwko Iranowi? Mówił Pan już, że Amerykanie mają problem z określeniem celu swoich działań.
To prawda, główny cel pozostaje niejasny. Czy chodziło o to, by Iran nie zdobył bomby atomowej? Czy to Izrael forsował własną agendę, by wciągnąć Amerykanów do gry? Brak strategii wyjścia i założenie, że same bombardowania rozwiążą problem, to największa słabość tej kampanii. To uderza w globalną pozycję USA. Sojusznicy zaczynają wątpić, czy mogą w 100 procentach polegać na amerykańskich gwarancjach. Nie mówię, że z nich zrezygnują - to się nie stanie - ale będą budować własne, niezależne zdolności.
Wracamy więc do pytania, czy Amerykanie nie uczą się na własnych błędach?
Analitycy w USA te lekcje znają doskonale. Pytanie brzmi: czy politycy chcą ich słuchać? W pierwszej administracji Trumpa mieliśmy w Białym Domu tzw. dorosłych w pokoju - generałów pokoju jak McMaster czy Mattis. To byli doświadczeni ludzie, którzy znali realia świata. W drugiej administracji tych "dorosłych" brakuje. Widzimy masowe dymisje i zwolnienia w armii, co tylko potęguje chaos.
Widzi Pan w tej sytuacji jakieś pozytywy dla nas, dla Europy?
Paradoksalnie tak. Administracja Trumpa sprawia, że Europa wreszcie zaczyna dorastać. Polska wykonuje tu fantastyczną robotę, podobnie jak Finlandia i kraje bałtyckie. My bierzemy kwestię Ukrainy i bezpieczeństwa śmiertelnie poważnie, bo żyjemy na linii frontu. Inne kraje europejskie też zaczynają się budzić, choć zajmuje im to zdecydowanie zbyt dużo czasu.
Rosja na szczycie G20 w USA. Jest bojkot ze strony NiemiecWspomniał Pan o Ukrainie. Donald Trump twierdził, że Kijów "nie ma żadnych kart w ręku". To chyba jednak już nieaktualne?
Absolutnie nie. Ukraina ma potężną kartę: unikalne know-how w dziedzinie technologii antydronowych. Kraje Zatoki Perskiej są niezwykle zainteresowane nauką od Ukraińców. Ich wartość na rynku innowacji obronnych drastycznie wzrosła. Ukraina to dziś poligon, na którym testuje się przyszłość wojny.
A co z Chinami? Oni też się uczą na tym poligonie?
Chiny nie są idiotami. Oni grają w bardzo długą grę. Chiny mają coś czego nam często brakuje - strategiczną cierpliwość. Uważnie obserwują błędy Rosjan w Ukrainie i błędy Amerykanów w Iranie czy Afganistanie. Wyciągają wnioski z każdej porażki Zachodu. To jest coś, co musimy zrozumieć: nasz przeciwnik nie tylko nas obserwuje, on nas studiuje.
Czy w takim razie amerykańska porażka w kampanii przeciwko Iranowi jest pierwszym "domino", które ostatecznie doprowadzi Stany Zjednoczone do utraty pozycji globalnego supermocarstwa?
Pełne skutki kampanii przeciwko Iranowi będą widoczne dopiero z czasem. Niemniej jednak już teraz obserwujemy kształtowanie się wielobiegunowego porządku światowego, w którym konkurują ze sobą różne wizje prowadzenia stosunków międzynarodowych. Ponadto powstają nowe sojusze, podczas gdy stare tracą na znaczeniu. Wojna z Iranem jest symptomem tego procesu.
oprac. Tomasz Waleński Dziennikarz Wiadomości Wirtualnej Polski Dziennikarz Wiadomości Wirtualnej PolskiTomasz Waleński Dziennikarz Wiadomości Wirtualnej PolskiDziennikarz Wirtualnej Polski, związany z redakcją od sierpnia 2021 roku. Wcześniej pracował w agencji informacyjnej Reuters. Zainteresowany polityką polską i niemiecką. Z Trójmiastem związany od czasów studiów.