Podczas sobotnich zawodów Grand Prix Danii w Vojens świetnie spisali się Leon Madsen i Max Fricke. Po zakończeniu rundy zasadniczej Duńczyk zajmował drugie miejsce, a Australijczyk trzecie. Ostatecznie zawody zostały przerwane przed biegami ostatniej szansy, a wyniki zaliczone. — Szczerze mówiąc, chciałbym wystartować w finale i odnieść kolejne zwycięstwo przed własną publicznością. Myślę, że było to możliwe, ale po tak ulewnym deszczu decyzja o odwołaniu zawodów była słuszna — podkreślił Leon Madsen na konferencji po zawodach. Los Jakobsena zależy od Woryny Świetnymi wynikami w Vojens Madsen i Fricke przybliżyli się do utrzymania w cyklu. Prawo startu w przyszłorocznej edycji SGP zapewni sobie siedmiu najlepszych zawodników obecnego sezonu.
Na jedną imprezę przed zakończeniem tegorocznych zmagań piąte miejsce, z dorobkiem 90 punktów, zajmuje właśnie Madsen. Tuż za plecami Duńczyka jest aż trzech żużlowców mających po 89 oczek — Max Fricke, Kacper Woryna i Patryk Dudek. Przeczytaj również: Lambert zachowuje spokój przed finałem w Toruniu. "Presja ciąży na Bartku i Bradym" — W walce o czołową siódemkę klasyfikacji jest teraz bardzo ciasno, więc każdy punkt jest na wagę złota. Wiedziałem, że muszę zaliczyć udany występ, i to mi się udało. Osiemnaście punktów to świetny wynik. Mam nadzieję, że pojadę do Torunia, znów dobrze wypadnę i zakończę sezon na wysokiej pozycji — podkreślił Madsen.
Jedynym zawodnikiem z tej czwórki, który jest już pewien startów w przyszłorocznym cyklu, jest Kacper Woryna. Polak zajął trzecie miejsce podczas Grand Prix Challenge w Terenzano i nie musi się martwić o miejsce w top 7 klasyfikacji generalnej. Kciuki za Polaka trzymać będzie jednak Frederik Jakobsen, który jest pierwszy w kolejce oczekujących. Jeśli Woryna zakończy sezon w czołowej siódemce, wówczas Duńczyk pojedzie w przyszłorocznej edycji SGP.