W piątek Prozorowa najpierw po ponad trzygodzinnym boju awansowała do półfinału singla, a następnie pojawiła się na korcie w deblu. Podczas jednej z akcji została przypadkowo, ale bardzo mocno trafiona piłką w twarz przez Miyu Kato i nie dokończyła spotkania. Niedługo później przekazano, że Rosjanki zabraknie również w półfinale singla, dzięki czemu Talia Gibson bez gry awansowała do finału. Początkowo mogło się wydawać, że decyzja o wycofaniu była naturalną konsekwencją urazu. Sama zainteresowana przedstawiła jednak zupełnie inną wersję wydarzeń. Jak ujawniła, ostatnie słowo należało nie do niej, a do WTA. "Niestety organizatorzy wycofali mnie z turnieju WTA 500 w Singapurze.
Dzisiaj podczas meczu deblowego jedna z rywalek zagrała smecza w moją stronę. Piłka musnęła mój policzek i trafiła mnie w ramię. Takie rzeczy czasami się zdarzają" — zaczęła. "Fizjoterapeuta został wezwany na kort i nalegał, żebym zeszła z niego i przeszła specjalny test. Niestety nie znałam zasad tego testu. Nie był łatwy. Biorąc pod uwagę, że przez każde z trzech ostatnich dni spędzałam na korcie ponad trzy godziny, byłam zmęczona i miałam problem z niektórymi ćwiczeniami — na przykład ze staniem na jednej nodze z zamkniętymi oczami. Szczerze mówiąc, nawet kiedy jestem wypoczęta i czuję się dobrze, takie ćwiczenie sprawia mi trudność. Powiedziałam o tym fizjoterapeucie.
Spośród wszystkich ćwiczeń tylko to jedno mi nie wyszło, wszystkie pozostałe zaliczyłam" — napisała 180. rakieta globu. Tatiana Prozorowa zabrała głos. Atakuje WTA. "Moje wymarzone tygodnie" "Fizjoterapeuta wywierał również na mnie presję, sugerując, że nie jestem w stanie samodzielnie podejmować decyzji i że potrzebuję co najmniej sześciu dni przerwy od tenisa, co brzmi absurdalnie, biorąc pod uwagę, że czułam się absolutnie dobrze" — dodała. "Po naszym meczu deblowym zakończyłam swoją rutynę regeneracyjną i zjadłam kolację. Czułam się świetnie. Niestety fizjoterapeuta, powołując się na konkretny protokół WTA, naciskał na organizatorów w sprawie mojego stanu. Mój zespół i ja odbyliśmy długą rozmowę z organizatorami.
Chodzi o Maję Chwalińską "Chcę tylko szybko wyjaśnić: organizatorzy walczyli o moje prawo do dalszej gry w turnieju, ale ostatecznie decyzję podjęła WTA" — zaznaczyła i zwróciła się do federacji. "Wydaje mi się, że musicie ponownie przemyśleć własne przepisy. System, który sprawia, że zawodnicy są całkowicie bezradni" — zakończyła.