Bielak to jedna z legend polskiego motorsportu. 100-letni dziś pionier wyścigów ma na koncie 21 tytułów mistrza i wicemistrza Polski, starty w Formule 3 oraz rywalizację z późniejszymi mistrzami świata Formuły 1. Jego życiowa droga był jednak trudna. Wraz z rodziną został zesłany na Syberię. Miał wtedy zaledwie kilkanaście lat. Warunki, w jakich przyszło mu żyć, były dramatyczne. Bielak pracował przy budowie kolei i mieszkał w ziemiance. Jak opowiedział w rozmowie z WP SportoweFakty, codziennie dostawał tylko kromkę chleba. — Dostawaliśmy kromkę chleba dziennie — zdradził 100-latek. Wspomniał również o sytuacji, która szczególnie zapadła mu w pamięć. Na Syberii udało mu się dostać do lekarza, któremu powiedział, że ma problemy z sercem.
Jeździł motocyklem z przyczepą, w której znajdował się jego strzelec. — Forsowaliśmy Niemców jako wojsko zmotoryzowane. Do motocykla miałem dołączoną przyczepę, w której siedział mój strzelec — wspominał. Podczas jednego z patroli jego towarzysz zginął. Od Warszawy przez Monte Carlo Po wojnie Bielak wrócił do Warszawy i rozpoczął nowe życie. Najpierw nadrabiał wojenne zaległości w edukacji, a później całkowicie poświęcił się sportom motorowym. Ścigał się między innymi bolidami własnej konstrukcji, startował w międzynarodowych zawodach i w Rajdzie Monte Carlo. Jako działacz sportowy przyczynił się również do rozwoju infrastruktury wyścigowej w Polsce. Dzięki jego zaangażowaniu powstały tory w Kielcach i Poznaniu.
Jego życie naznaczone było jednak także kolejną tragedią. W 1978 r. w wypadku samochodowym zginął jego syn Zbigniew, który również marzył o karierze w motorsporcie. Mimo dramatycznych doświadczeń Bielak doczekał się setnych urodzin. Z tej okazji specjalny list wysłał do niego premier Donald Tusk, dziękując mu za wkład w rozwój polskiego sportu. — Przeżyłem, mam 100 lat i mam zaszczyt mieć takich przyjaciół wokół siebie — mówił jubilat, który wciąż pozostaje aktywny i angażuje się w inicjatywy związane z bezpieczeństwem na drodze.