Pres i Sparta jedną ręką przeszły przez półfinały play-off PGE Ekstraligi. Mało kto się spodziewał, że ich rywale spiszą się tak słabo. Brak Kowalskiego może wyjść na dobre Finałowy dwumecz zapowiada się pasjonująco. Pierwszy mecz już w niedzielę w Toruniu.
Jeżeli chodzi o sprawy kadrowe, to goście najpewniej pojadą bez nominalnego zawodnika U-24, a więc Bartłomieja Kowalskiego, którego kontuzja okazała się poważniejsza niż przypuszczano. — Sparta jest na tyle mocnym zespołem, ma tak konkretnych liderów w składzie, że brak Kowalskiego wcale nie musi być osłabieniem — uważa Leszek Tillinger, ekspert "PS" i były żużlowy działacz. — Mało tego, na pięć startów mogą teraz liczyć Mikkel Andersen i Marcel Kowolik, którzy jak nie będzie rezerw taktycznych, to będą jeździć w miejsce Kowalskiego. Obaj są w zwyżkowej formie i stać ich na zwycięstwo z każdym. Podchodząc do meczu ze świadomością, że mogą jechać aż pięć razy, mogą zdziałać więcej niż można oczekiwać — dodaje.
Czytaj również: Sparta w komplecie na finał? Został cień nadziei Stawia na Toruń, ale Sparta ma argumenty Zdaniem Leszka Tillingera finał nie ma zdecydowanego faworyta. — Zadecydują niuanse — uważa Bydgoszczanin. — Gdybym musiał postawić, kto wygra ligę, to skłaniam się na Toruń. Korzystniejsze może być to, że pierwszy mecz pojadą u siebie, zbudują jakąś przewagę, a wtedy łatwiej jej bronić niż odrabiać. Sparta ma jednak argumenty, aby też wygrać. Czwórka Kurtz, Bewley, Łaguta i Janowski to potężne oręże. No i wspomniani Kowolik i Andersen. Myślę, że każde rozstrzygnięcie w finałowym dwumeczu jest możliwe — dodaje. Półfinały play-off rozczarowały.
Drużyny z Torunia i Wrocławia były o klasę lepsze od ekip z Lublina i Leszna. — Rzeczywiście to nie były dwumecze na miarę oczekiwań. Nie oglądało się tego dobrze. Przewaga zwycięzców była zbyt duża, a przecież rewanże były już na pół gwizdka, bo wyniki były rozstrzygnięte. Wierzę, że finały już takie nie będą i możemy być świadkami niesamowitych widowisk — zakończył Tillinger.