Trzy mecze z rzędu z bramką, a do tego jeszcze dwie asysty w tym okresie — czy mogło być lepiej? Mimo wszystko w ostatnich tygodniach Robert Lewandowski nie mógł być do końca zadowolony. Co prawda Polak świetnie spisywał się w barwach Chicago Fire, ale to nie przekładało się na wyniki drużyny. Po imponującej serii sześciu zwycięstw z rzędu we wszystkich rogrywkach, teraz Strażacy nie wygrali pięciu kolejnych spotkań i mieli o czym myśleć. A przed nimi było naprawdę trudne zadanie. W końcu New England Revolution miało na koncie o punkt więccej, zajmowało miejsce na podium konferencji wschodniej, a ostatnio imponowało w kolejnych spotkaniach rozgrywanych na wyjeździe.
Polak musiał wycofywać się do środka pola, by otrzymywać podania, a na sytuację strzelecką czekał kilkanaście minut. Wtedy jednak po zamieszaniu w polu karnym rywali otrzymał piłkę, ale nie miał wiele miejsca i czasu na oddanie strzału i został zablokowany. A w kolejnych minutach ten scenariusz się powtarzał. Najpierw Lewandowski umiejętnie utrzymał się przy piłce, zastawił się przed rywalem, a ten potraktował go w brutalny sposób i sfaulował. Za chwilę natomiast 38-latek był blisko dojścia do świetnej sytuacji, ale w ostatniej chwili uprzedził go bramkarz New England Revolution. Chicago Fire miało spore problemy, a na domiar złego tuż przed przerwą straciło bramkę.
Tym razem Turgeman nacisnął na obrońców gospodarzy, wykorzystał ich błąd, a po przejęciu piłki nie pomylił się w sytuacji sam na sam z bramkarzem i to jego zespół schodził do szatni przy korzystnym wyniku. Fatalny początek Chicago Fire! I od razu zwrot Pierwsza połowa skończyła się źle dla Chicago Fire, a druga... zaczęła jeszcze gorzej! Rywale potrzebowali tylko chwili, by po długim podaniu Dor Turgeman wpadł w pole karne, wyłożył piłkę do Peytona Millera, a ten podwyższył prowadzenie New England Revolution. Trener gospodarzy nie mógł być zadowolony z gry drużyny i w drugiej połowie na murawie szybko pojawili się Andrew Gutman, Maren Haile-Selassie, Robin Lod i Jonathan Bamba. A to sprawiło, że gra Chicago Fire faktycznie się odmieniła.
Haile-Selassie rozpoczął atak gospodarzy, wymienił szybkie podania z kolegami z drużyny, a w końcu po zgraniu Loda oddał mierzony strzał i sprawił, że kibice zgromadzeni na Soldier Field uwierzyli w zdobycie choćby punktu! W to uwierzyli także piłkarze, którzy od razu ruszyli do ofensywy! Raptem kilka minut później piłka znów wpadła do bramki rywali, ale okazało się, że w momencie podania do Robeta Lewandowskiego ten był na pozycji spalonej. Polak reklamował jeszcze sędziom, że jeden z rywali zagrał piłkę ręką, ale jeśli do tego doszło, to już chwilę później. Gospodarze wciąż potrzebował więc choć jednej bramki, a Lewandowski nadal czekał na podania od kolegów.
Te niekoniecznie nadchodziły, więc sam popisał się celnym dośrodkowaniem prosto do kolegi z drużyny, ale i z tego nic nie wyszło. Polak w końcu doczekał się na swoją okazję w 89. minucie gry i oddał bardzo dobry strzał po dośrodkowaniu z prawego skrzydła, ale Matt Turner zdołał go zatrzymać. Lewandowski doszedł do pozycji strzeleckiej także w ostatniej akcji meczu, ale przestrzelił i niechlubna seria Chicago Fire trwa! W najbliższym czasie Chicago Fire zagra z Nashville SC (20.09), Charlotte FC (27.09), Vancouver Whitecaps (07.10) i New York City (10.10). Chicago Fire — New England Revolution 1:2 (0:1) Bramki: Haile-Selassie (62) — Turgeman (39), Miller (47)