Ogólne · Pogoda

Selekcjoner w potrzasku. Teraz to już gra o wszystko

Opublikowano: 21.09.2026, 08:00 Autor: Antoni Bugajski Źródło: Onet Sport

Zdjęcie do aktualności: Selekcjoner w potrzasku. Teraz to już gra o wszystko

To krzesło ze swojej natury jest gorące, bo piłkarski naród nie tylko oczekuje, ale żąda sukcesów. Dlatego chwile, kiedy trener piłkarskiej reprezentacji Polski może się poczuć pewnie, są krótkie i ułudne. A teraz sytuacja jest wręcz podręcznikowa — niczym wp…

Jeżeli Jan Urban chce dotrwać do meczów, których stawką będzie awans do Euro 2028, jesienią musi wszystkich przekonać, że jego drużyna się rozwija. A jednak może to być zbyt mało, bo chodzi też o wymierny efekt, w postaci dobrych wyników. W Lidze Narodów Biało-Czerwoni powinni punktować na takim poziomie, by zasłużyć na awans do najwyższej dywizji. Sęk bowiem w tym, że myśmy już "honorowy brak awansu" z Janem Urbanem przerabiali, on już tę szansę na przetrwanie — jak w komputerowej grze — wykorzystał. Zakładanie, że na tym samym patencie mógłby pojechać po raz drugi, jest cokolwiek naiwne. Zapewne on sam znalazłby sto powodów usprawiedliwiających kolejną porażkę i nie czyńmy mu z tego powodu zarzutu.

To całkiem zdrowy odruch — trener powinien twardo wierzyć w powodzenie swojej misji, bo jeśli by zwątpił, natychmiast musiałby złożyć rezygnację. Nie jest to już również odpowiedni czas, by trener usilnie wszystkich przekonywał do swojej wizji, taktycznych pomysłów i konkretnych wyborów personalnych. O tym mogliśmy z nim dyskutować i wykłócać się trzy miesiące i pół roku temu. Teraz klamka zapadła, Jan Urban jest zdany na swoich wybrańców, przy ich wsparciu przystępuje do kolejnego selekcjonerskiego egzaminu.

Selekcjoner Jan Urban dobrze wie, co trzeba zrobić Gdy w ubiegłym roku nie udało mu się z reprezentacją wygrać grupy, co byłoby bezpośrednią przepustką na mundial, przez kraj nie przetoczył się tylko lekki pomruk niezadowolenia, bo wtedy miał początkowy kredyt zaufania, no i dwa remisy z Holandią zrobiły wrażenie. Pokutowały też skutki porażki z Finlandią, a to było jeszcze za Michała Probierza. Urban na wstępie zyskał w notowaniach, bo sprawnie ugasił pożar, szybko dogadał się z Robertem Lewandowskim, który aż tak ostro skonfliktował się z jego poprzednikiem, że czasowo odmówił występów w kadrze.

Potem były wspomniane baraże i znowu bez szczęśliwego zwieńczenia, przy czym tym razem nie można było choćby w duchu zakrzyknąć (bo głośno to już w ogóle obciach), że Polacy, nic się nie stało. Przegrana ze Szwecją (2:3) bolała podwójnie, gdyż rywale wcale nie byli lepsi. Nasi spokojnie mogli dociągnąć do dogrywki, może rozsądnie poczekać do rzutów karnych (tak jak dwa lata wcześniej w Cardiff poczekał zespół Probierza), ale zabrakło mu zdrowego pragmatyzmu, podszedł do sprawy nonszalancko i został potraktowany golem, który zadecydował o wyjątkowo przygnębiającej porażce. Polecamy również: Bilans Górnika świeci się na zielono.

To zasługa zasady Podolskiego I kiedy przez kilka tygodni uczyliśmy się z nią żyć, nadszedł już po ligowym sezonie mecz z Ukrainą we Wrocławiu, przy pełnych trybunach. Owszem, tylko towarzyski, ale przegrany w kiepskim stylu 0:2. Tego dnia nic nam się nie zgadzało — trwały przygotowywania do kolorowego mundialu, a polski kibic znowu uświadamiał sobie, że świat ucieka. W takich okolicznościach fartownie uratowany parę dni później remis z pozbawianą kilku gwiazd Nigerią (2:2) nie poprawiał nastrojów.

Polska — Bośnia i Hercegowina na PGE Narodowym w Warszawie Minął ponad kwartał i nieodległe wspomnienia naturalnie odżyły, znowu uświadamiamy sobie, jak wiele drużyna Urbana musi zrobić, aby wrócił entuzjazm i jak niewiele brakuje, by pogrążyć się we frustracji. Najwyraźniej rozumieją to również władze PZPN, dlatego nie słyszymy asekuracyjnych komunikatów w stylu: Liga Narodów to poligon, a liczy się o awans do finałów mistrzostw Europy. Dobrze wiemy, że taka formułka byłaby zaledwie w połowie prawdziwa. Otóż w Lidze Narodów można dużo wygrać, ale jeszcze więcej przegrać. Regularne punktowanie staje się jazdą obowiązkową, a Jan Urban doczeka się pochwał i uciszy krytyków, jeżeli zespół dołoży do tego piłkarską jakość.

Polecamy również: Pierwszy Polak, który strzelił hat-tricka Bayernowi. "Miałem na nich patent" [WYWIAD] I w tym kontekście nie ma większego znaczenia, co publicznie teraz opowiada, ponieważ właśnie o to toczy się gra w czterech najbliższych meczach. A właściwie już w tym pierwszym, bo bez sensu dalej wybiegać w przyszłość. 25 września na PGE Narodowym czeka nas bój z Bośnią i Hercegowiną, czyli rywalem, który był na ostatnich mistrzostwach świata i w składzie ma kilku bardzo dobrych piłkarzy. Takich jak Ermedin Demirović z VfB Stuttgart, który w pierwszym meczu Ligi Mistrzów z Vikingiem Stavanger (3:1) ustrzelił hat-tricka w 12 minut. W piątkowy wieczór absolutnie nie spodziewajmy się, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie.

Chcemy natomiast zobaczyć gospodarzy prezentujących solidny, ofensywny, poukładany futbol. I na koniec skuteczny. Tylko tyle i aż tyle.

Zdjęcie do aktualności: Selekcjoner w potrzasku. Teraz to już gra o wszystko
Zdjęcie do aktualności: Selekcjoner w potrzasku. Teraz to już gra o wszystko

Materiały audio

Wiadomości ogólne pochodzą z zewnętrznych serwisów informacyjnych i są publikowane jako podstrony portalu zgodnie z ustawieniami/licencją źródła.

Otwórz oryginał w źródle

Wróć: Wiadomości z Polski

Pozdrowienia od słuchaczy

Brak pozdrowień na pasku.