Maja Chwalińska wróciła do gry po nieudanej przygodzie na US Open. Obecnie Polka rozpoczęła rywalizację w Singapurze, gdzie w pierwszej rundzie jej przeciwniczką jest Rebecca Sramkova. Spotkanie rozpoczęło się w poniedziałkowy poranek polskiego czasu. I od razu na korcie nie brakowało emocji, także tych negatywnych. Podczas US Open Maja Chwalińska po jednostronnym meczu przegrała 2:6, 3:6 z Tylor Towsend. Niecały miesiąc później nasza reprezentantka powróciła na światowe korty. W poniedziałek rozpoczęła zmagania na WTA 500 w Singapurze. Zgodnie z układem drabinki w pierwszej rundzie mierzy się z Rebeccą Sramkovą . Spotkanie rozpoczęło się około godz. 9:30 polskiego czasu. Na początku premierowego seta obie zawodniczki trzymały swój serwis.
Tymczasem w czwartym gemie, kiedy Polka wygrywała 2:1, wydarzyło się coś, co wpłynęło na całą partię. Było 30:30. Słowaczka popisała się bardzo mocnym podaniem do środka kara serwisowego. Chwalińska returnowała intuicyjnie, wysoko, tuż za siatkę. W takiej sytuacji Sramkova otrzymała prawdziwą "wystawkę", piłkę idealną do skończenia. Zostało jej tylko - jak mawiają tenisiści - "wbić gwóźdź". Tymczasem rywalka finalistki Rolanda Garrosa uderzyła w siatkę. Od razu, w przypływie irytacji, rzuciła rakietą. Z wściekłością na twarzy nie potrafiła zrozumieć, w jaki sposób mogła przegrać punkt w takich okolicznościach.
Okazał się on bardzo istotny, ponieważ chwilę później Maja Chwalińska zanotowała pierwsze w meczu przełamanie, a potem wyszła na prowadzenie 4:1. Spotkanie trwa. Zapraszamy do śledzenia relacji na żywo w Interii Sport.

