Wielu ekspertów i komentatorów to właśnie czwartą rakietę globu uważało za największą faworytkę tegorocznego US Open. Gauff przystępowała do ostatniego Szlema w sezonie uskrzydlona efektownym zwycięstwem w Cincinnati. Co więcej, w Nowym Jorku jej celem był nie tylko kolejny tytuł wielkoszlemowy, ale także walka o pozycję liderki rankingu WTA. Faworytka rozpoczęła spotkanie z Sonmez imponująco — od gema wygranego do zera. Turczynka nie przestraszyła się jednak takiego otwarcia rywalizacji i przy swoim podaniu nie pozwalała utytułowanej przeciwniczce na stworzenie większego zagrożenia. Jednocześnie sama nie miała zbyt wiele do powiedzenia na returnie. Wszystko zmieniło się w szóstym gemie, kiedy to Amerykance udało się wywalczyć aż trzy break pointy.
Do przełamania wystarczył już pierwszy i 22-latka wyszła na prowadzenie 4:2. Kilka chwil później, pomimo drobnych problemów, za które odpowiadał m.in. podwójny błąd serwisowy, podwyższyła prowadzenie na 5:2. Sonmez była jeszcze w stanie zbliżyć się z rezultatem na 3:5, ale przy własnym podaniu Gauff dopięła swego i po 33 minutach mogła cieszyć się z wygranej w pierwszym secie. Coco Gauff nie zawiodła! Udane wejście w US Open W drugą odsłonę rywalizacji 53. rakieta świata weszła najgorzej, jak się dało. Już w pierwszym gemie pozwoliła się bowiem przełamać. Krótko po tym Amerykanka wygrała natomiast swój serwis do zera i w ekspresowym tempie zrobiło się 2:0 dla faworytki. Turczynka nie miała zamiaru oddawać meczu bez walki.