- To był skandal absolutny i karty punktowe tak samo, 114-113 u dwóch sędziów... Czyli jakby nie było nokdaunu, to byłby remis, przecież to jest jakaś masakra! To jest przykre jak nie wiem co, dlatego wolę o tym nie myśleć i świętować zwycięstwo - bije się z emocjami Eryk Rachwał, promotor Damiana Knyby (18-1, 11 KO), który w miniony wieczór odniósł fantastyczną wygraną w wadze ciężkiej. Polak w wielkim stylu pokonał byłego mistrza świata, Andy'ego Ruiza (35-3-1, 22 KO). Artur Gac, Interia: Noc w Polsce zarwana, ale spać się nie chce. Jak się macie? Eryk Rachwał, promotor Damiana Knyby: - Dosłownie jak w bajce. Coś pięknego! Wiara w was oczywiście była, ale emocje po takiej wygranej muszą być nie do opisania. - Naprawdę tak.
Mimo że wierzyliśmy w stu procentach, bo wiedzieliśmy, że jest dobrze. To znaczy Damian nie miał żadnych problemów, takich jak przed walką z Kabayelem. Ale wiesz, dopóki to się nie wydarzy, pozostaje tylko wiara. A już po wszystkim jest to coś najpiękniejszego na świecie. Euforia całkowita, bo choć w tej walce żadnego pasa nie było, to stawka dla Damiana była gigantyczna. I on tę całą "skrzynię ze złotem" zgarnął. - Sto procent tak. Wygrać z takim rywalem, z takim nazwiskiem, który tyle osiągnął to jest… Dużo bokserów tego nie zrobiło w polskim boksie, tak że coś fantastycznego. Polski bokser mistrzem świata? Walka 9300 km od Warszawy. Wieści z Ameryki Raz to wygrać z takim rywalem, a dwa wygrać też z tym okrutnym biznesem, jakim jest boks.
Z jednej strony wdzięczność, że dostaliście taki pojedynek, natomiast widać było, że strona A jest jawnie i ordynarnie faworyzowana. To, co się działo w siódmej rundzie, to był skandal. - To był skandal absolutny i karty punktowe tak samo, 114-113 u dwóch sędziów... Czyli jakby nie było nokdaunu, to byłby remis, przecież to jest jakaś masakra! To jest przykre jak nie wiem co, dlatego wolę o tym nie myśleć i świętować zwycięstwo. Mimochodem mieliście rozmowę z promotorem Eddiem Hearnem lub którymś z sędziów, by na gorąco rzucić, co o tym myślicie? - Narzekaliśmy do wszystkich, ale Hearn nawet nie był na konferencji prasowej po walce. Szybko musiał złapać samolot, bo następnego dnia ma kolejną galę w Irlandii, gdzie walczy Katie Taylor.
W efekcie po walce nawet się z nim nie zobaczyliśmy. Już niejedną galę organizowałem tutaj w New Jersey, w Prudential Center, mieliśmy mnóstwo walk naszych zawodników, ale nigdy nie mieliśmy takich problemów. Absolutnie tak. Ta walka powinna zakończyć się w siódmej rundzie. A później, na punkty, tylko jeden sędzia punktujący 117:110 stanął na wysokości zadania. - Tak, ja identycznie punktowałem 117:110 i myślę, że to była słuszna punktacja. A tych dwóch sędziów z kartami 114:113 to jest jakiś koszmar. Dzięki Bogu, że tym jednym punktem za nokdaun Damian wygrał, ale masakra.
To mnie bardzo boli, bo zawodnik się stara, poświęca całe swoje życie, ryzykuje zdrowiem, my także się staramy i robimy co możemy, żeby doprowadzić do takiej walki i zawodnika jak najlepiej przygotować... I nadchodzi taka szansa, a oni po prostu mogą ci ją tak po prostu odebrać, bo ktoś ma większe nazwisko lub kontrakt z innym promotorem. To jest tragedia. - Tak samo wydarzyło się z Kabayelem. Dlatego fajnie wyszło, że Damian mógł tak wiele pokazać. Mam nadzieję, że teraz ludzie zauważą, iż to co mówiliśmy o walce z Kabayelem, to nie było zmyślanie czy wymówki. My zawsze mówimy wprost jak jest. Damian miał ogromne kłopoty ze snem i rozważaliśmy, żeby w ogóle wycofać się z tej walki, ale zaryzykowaliśmy i mimo wszystko zawalczyliśmy.
W dodatku Damian walczył super, a sędzia nas przekręcił. Z Ruizem było prawie tak samo. Damian w związku z tymi okolicznościami, o których wspomniał, już w ringu zapowiedział, że jest gotowy na jak najszybszy rewanż z Kabayelem, pełnoprawnym mistrzem świata. Co o tym myślisz? - Z Kabayelem dlatego zaryzykowaliśmy, bo wiedzieliśmy, że stylowo będzie Damianowi leżał. I bardzo mu leżał, tylko Damian miał okropne problemy ze snem. On przez miesiąc w ogóle nie spał. Miał oczy zamknięte, ale w ogóle nie spał. Miał super formę i nagle mu spadła. Na sparingach to w ogóle nie był Damian, dlatego byliśmy bardzo świadomi sytuacji.
Damian do tej pory mówi, że bardzo komfortowo czuł się z Kabayelem, ale bardzo krótko, bo na tyle przez problemy starczyło mu kondycji, która ulotniła się, jakby runęła ze skały. Dlatego wiemy, że Agit mu siedzi, tylko po prostu musi mieć kondycję taką, jaką miał na Ruiza. I zazwyczaj taką ma, on genetycznie ma niesamowitą kondycję. Ile razy serce chciało ci wyskoczyć z ciała podczas tego wieczoru? - Chyba najbardziej wzruszający był moment, jak Damian położył Ruiza na deski. Razem z Łukaszem Kownackim (menedżerem - przyp.) dosłownie zwariowaliśmy. Skakaliśmy, przytulaliśmy się do siebie. Myśleliśmy, że już jest po walce. To było coś pięknego. Wariujemy przez pół minuty, nagle odwracamy się, a sędzia kontynuuje walkę.
"O kurde, co tu się stało?" - mówię. Przecież myśleliśmy, że jest po walce. Ja naliczyłem 23 sekundy, inni zaliczają 25 sekund dla Ruiza. To jak złodziejstwo w biały dzień. - Sto procent tak. Masakra, masakra. Damian pokazał niesamowicie dojrzały boks. Udowodnił wszystkim hejterom, że jednak potrafi i wybronił się z tego, co zawsze mówił. On boksował w tej walce, jakby miał doświadczenie z 30-40 walk, jakby on i Ruiz zamienili się doświadczeniem. Nie podpalił się po nokdaunie, walczył bardzo mądrze. Zrobił dokładnie to, co miał zrobić. Wszystko było idealnie, utrzymał chłodną głowę od początku do końca. Była na nim ogromna presja po tamtej porażce, gdzie można powiedzieć, że większość polskich kibiców w niego zwątpiła.
Polak po cichu kończy wielką karierę. "Jestem zmarnowanym materiałem na mistrza" - Nawet nie mogę sobie wyobrażać, jak to mocno go bolało, bo naprawdę jest bardzo dumny, że jest Polakiem i robi to głównie dla polskich kibiców. I to, jak mało oni w niego wierzyli w tej walce, to go na pewno bolało, ale udowodnił, że jednak da radę. Dajemy wszystkim nową szansę i czyste karty, żeby znowu być przy nas, bo pociąg jedzie do przodu. Ta walka pozwoliła Damianowi świetnie zarobić, czy była przepustką o wejście do prawdziwego skarbca? - Na pewno Damian bardzo dobrze zarobił za tę walkę, ale mi się wydaje, że otworzyła mu totalnie kosmos, jeśli chodzi o przyszłe zarobki. Ten pojedynek dosłownie zmienił mu życie.
Z Kabayelem znów bylibyście stroną B, ale rośnie pozycja negocjacyjna. - Zdecydowanie tak. Zobaczymy, może jeszcze w międzyczasie będzie walka z Kacperem Meyną, jesteśmy totalnie otwarci. Mam nadzieję, że teraz kibice nas trochę zrozumieli z tą całą sytuacją, że wypisaliśmy się z walki z Kacprem. To była niesamowita okazja. Jaki zawodnik, który walczy w wadze ciężkiej, nie marzyłby o takiej okazji i nie chciałby tego wziąć? Zrobiliśmy to i teraz możemy nawet zawalczyć z Meyną, jeśli tego chcą. Jeszcze trochę świętujecie? - Coś tam poświętowaliśmy, ale teraz przyjechaliśmy z Damianem do szpitala, bo musi sobie zszyć powiekę, którą Ruiz rozciął mu łokciem. Następnie pojedziemy do domu spać, a w sobotni dzień naszego czasu będziemy świętować.
Rozmawiał Artur Gac, Interia Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]

