Mimo krytyki nie tylko polityków opozycji, ale też części polityków koalicji rządzącej, Sejm wybrał w piątek bezwzględną większością głosów Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Kandydat KO pokonał kandydata PiS, Artura Kotowskiego, wynikiem 226 do 184 głosów.
Głosowanie w Sejmie poprzedziły emocjonujące wystąpienia. Adrian Zandberg z Razem wszedł na sejmową mównicę, dzierżąc w dłoni "prezent" dla Tuska w ramach sprzeciwu przeciwko kandydaturze KO. Głos zabrał też m.in. szef prezydenckiej kancelarii Zbigniew Bogucki, który przekonywał, że premier forsuje nominację Berka, bo jest on mu potrzebny w TK.
DLA CIEBIENagle wyciągnął zegar. Tak zareagował Bogucki. "Mam dla pana prezent"Ostra reakcja Kosiniaka-Kamysza na słowa Boguckiego
Monolog Boguckiego spotkał się z natychmiastową reakcją Władysława Kosiniaka-Kamysza. Wchodząc na mównicę tuż przed głosowaniem, szef ludowców stwierdził, że "sytuacja, która miała miejsce przed chwilą, jest bez precedensu".
- To niebywały skandal. Żaden przedstawiciel prezydenta w historii Rzeczypospolitej nie posuwał się do takich zachowań, żeby wpływać na tego suwerena, na którego się pan przed chwilą powoływał - grzmiał wicepremier i szef MON.
Jak dodał, do odpowiedzi "sprowokowało" go ostatnie zdanie z wypowiedzi Boguckiego, a mianowicie: "komu ma służyć ten dzisiejszy wybór". - Pana głos miał służyć ochronie politycznych interesów pańskiego środowiska. Tylko i wyłącznie. Pański głos wynika z potwornego strachu - zwrócił się do Boguckiego minister obrony. - To jest strach przed naprawą wymiaru sprawiedliwości, bo ten wymiar sprawiedliwości wtedy ich dosięgnie - mówił Kosiniak-Kamysz.
oprac. Paulina Ciesielska Dziennikarka Wiadomości WP Dziennikarka Wiadomości WPPaulina Ciesielska Dziennikarka Wiadomości WPDziennikarka Wiadomości Wirtualnej Polski z wieloletnim doświadczeniem, która konsekwentnie budowała swoją pozycję w mediach, łącząc rzetelność warsztatową z wyczuciem tematów ważnych społecznie.