- Nasze dziewczyny długo będą smutne, ale takie jest życie sportowca. Trzeba swoje wygrać, przegrać, wylać pot i zebrać doświadczenia. Natomiast nie ma co marudzić, bo sama słyszałam, jak prezes związku mówił, że celem jest miejsce w czwórce i ten cel został zrealizowany. Nie zapominajmy, że my ostatni medal zdobyliśmy w 2009 roku, a Serbki od 2015 regularnie zdobywają medale - mówi nam Joanna Podoba-Malicka, dwukrotna mistrzyni Europy. Dariusz Ostafiński, Interia: Jest niedosyt. Joanna Podoba-Malicka, mistrzyni Europy, ekspert Polsatu Sport: - Ja mam go bardzo dużo, bo wierzyłam w tę naszą reprezentację i to bardzo mocno. Kiedy Kuba Bednaruk pisał tekst z typami na podium, to stawiałam, że wygramy z Serbkami mecz o brąz.
Nie wygrały. - No nie wygrały, ale też pamiętajmy, że ta reprezentacja miała różne zawirowania. Została mocno zmieniona. Poza tym celem postawionym przez PZPS była czwórka. Mistrzyni Europy o grze Polek. "Wróciliśmy" To zostało osiągnięte. - Zawodniczki się wywiązały. Natomiast nasz niedosyt wynika z tego, że w miarę jedzenia ten apetyt rósł. Wierzyliśmy, że będzie ten brąz, bo kiedy, jak nie teraz. Mówię brąz, bo dla mnie Włochy i Turcja to są topowe reprezentacje nie tylko w Europie, ale i na świecie. A to, że finalnie Serbia się przed nami obroniła, też aż tak bardzo nie dziwi. One od 2015 regularnie zdobywają medale na mistrzostwach Europy. My ostatni medal zdobyliśmy w 2009 roku. Natomiast w 2019 byliśmy ostatni raz na czwartym miejscu.
Teraz wróciliśmy. Krótko mówiąc, te nasze medalowe marzenia były mocno na wyrost. - Ja uważam, że nasze dziewczyny potrafią bardzo dobrze grać w siatkówkę. Potrafią pokazać fantastyczną grę. Żeby jednak wygrywać turnieje, to trzeba mieć doświadczenie. Ja nie mówię, że my go wcale nie mamy, ale jednak nasz zespół jest bardzo młody. Są zawodniczki, które tego doświadczenia mają mniej. Dlatego w meczu z Serbią zabrakło nam chłodnej głowy. Zabrakło takiego właściwego podejścia. "Liczmy, że nasza reprezentacja będzie rosła" Co to znaczy? - Serbki zaczęły agresywnie i narzuciły nam swoje tempo i swoją grę, a nasze dziewczyny w to wpadły. Rywalki chciały szybko wygrać. Nie chciały dać nam czasu do zastanowienia. Te dwa pierwsze sety przeleciały ot tak.
Nasze miały swoją chwilę. To się zbiegło z wyjściem trenera Serbek z hali. Nasze to wykorzystały. Pokazały, że potrafią. To jednak za mało, żeby zdobywać medale. Do tego nie wystarczy chwila, trzeba czegoś więcej. W podobnym stylu wypowiedziała się po meczu bodaj Magdalena Stysiak. - Dlatego liczmy, że ta nasza reprezentacja będzie rosła, że te, co były na mistrzostwach będą chciały jeździć, będą stawiały się na wezwania Lavariniego, że z każdym sezonem tego doświadczenia będzie u nich więcej, tej chłodnej głowy będzie więcej. Ja naprawdę mam nadzieję, że te mistrzostwa, to jest początek czegoś fajnego. "Jakby było wyrachowanie".
Tego zabrakło w meczu z Serbią Jak się wygrywa siedem na dziewięć spotkań i w tych siedmiu wygranych przegrywa się cztery sety, z czego dwa z Turcją, to chyba można być optymistą. - Wykorzystaliśmy dobrą drabinkę, wygraliśmy tam, gdzie byliśmy faworytem i dołożyliśmy coś ekstra, pokonując Holandię, która była stawiana na równi z nami. O grupowej wygranej z Turczynkami już nie wspomnę. Dopiero te trudne mecze, te z europejskim topem sprawiły nam problem. Tam wyszedł ten brak chłodnej głowy, ogrania na tym poziomie i cwaniactwa. Przez to daliśmy sobie narzucić ich rytm gry. Jakby było wyrachowanie, to coś takiego nie miałoby miejsca. Nie tak dawno byliśmy jednak na placu budowy.
Zapłaciliśmy za to brakiem awansu do finału VNL. - Dlatego, choć liczyłam na brąz, cieszę się z tego, co jest. Dla mnie to krok do przodu. Mamy też kwalifikację na mistrzostwa świata. Kolejny plus to ogranie Turcji. Dzięki temu nie straciliśmy w rankingu FIVB, co jest ważne, bo jednak to nasza droga na igrzyska. A za rok o punkty w rankingu będzie trudniej, bo wrócą Rosjanki.

