Nowy selekcjoner reprezentacji Niemiec Juergen Klopp na wrześniowe i październikowe mecze Ligi Narodów powołał aż 44 piłkarzy. Postanowił, że część z nich zagra w jednych meczach, a część w innych. Zgodnie z zasadą rotacji po sensacyjnie przegranym 0:1 meczu z Grecją do domu odesłany został m.in. kapitan kadry Joshua Kimmich. Ten nie krył, że mu się to nie podoba, choć nie była to kara za porażkę. — Do końca miałem nadzieję, że zostanę — i oczywiście chętnie bym został. Ale rozumiem, że trener chce po prostu poznać też innych zawodników — powiedział Kimmich po pierwszej porażce w drugim meczu Ligi Narodów na łamach "Adendzeitung".
31-latek miał w niej swój udział, niefortunnie zmieniając tor lotu piłki po strzale Dimitrisa Kourbelisa, co doprowadziło do samobójczego gola. Joshuha Kimmich liczy, że Niemcy zrobią postęp Kimmich przyznał, że nie wie, czy pojawi się na stadionie w Monachium, gdzie gra na co dzień w Bayernie, a teraz tam kadra podejmie Serbów. — Jeszcze dokładnie nie wiem. Najpierw wracam do domu, a potem zobaczymy. Nie będę wyjeżdżał daleko, bo dzieci chodzą do szkoły. Będę więc w domu, a w czwartek może wybiorę się na mecz — dodał.
Mimo tego niepowodzenia Kimmich nie chciał oceniać początku pracy z Kloppem negatywnie. — To oczywiste, że testujemy różne rozwiązania i musimy się dotrzeć; to nowe podejście, do którego trzeba się przekonać — i tak też zrobimy. — Będziemy grać coraz lepiej — zapewnia zawodnik Bayernu. Kimmich zagrał po raz 116. Zajmuje ósme miejsce na liście piłkarzy z największą liczbą występów w kadrze.