Wróciły najważniejsze rozgrywki piłkarskie Starego Kontynentu - Liga Mistrzów. Kolejny dzień zmagań, toczących się w ramach 1. kolejki rozgrywek, przyniósł nam hitowe pojedynki, w tym starcie Liverpoolu z Atletico Madryt. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis (1:1). Sytuacja zmieniła się już na samym początku drugiej odsłony. Po pięknym strzale zza pola karnego prowadzenie objęli bowiem gospodarze. Ostatecznie Liverpool wygrał to spotkanie wynikiem 2:1. Na ten moment czekało wielu kibiców piłki nożnej. W końcu najwięksi giganci piłkarskiego świata ponownie stanęli w szranki o jedno z najważniejszych klubowych trofeów świata - Ligę Mistrzów.
Już 1. kolejka zmagań rundy zasadniczej LM przyniosła kibicom futbolu kilka wysokiej klasy pojedynków. Wśród nich znalazł się angielsko-hiszpański hit. 9 września Liverpool podejmował bowiem Atletico Madryt. Wymiana ciosów na Anfield. Pierwsza połowa bez rozstrzygnięcia Już w 1. minucie gracze Liverpoolu mieli idealną okazję do objęcia prowadzenia. Po błyskawicznym przejęciu futbolówki napastnicy angielskiej ekipy ruszyli do ataku. Ostatecznie strzał Alexandra Isaka powędrował obok słupka. Dla graczy z Hiszpanii był to jednak wyraźny sygnał ostrzegawczy. W początkowej fazie meczu to gracze Liverpoolu przejęli inicjatywę. Ich rywale konsekwentnie bronili się jednak przed szybką utratą gola.
W końcu podopieczni Diego Simeone wykonali jedną skuteczną kontrę, po której bramkę otwierającą wynik spotkania zdobył Marcos Llorente. Po trafieniu Hiszpana obraz gry uległ diametralnej zmianie. Mecz zaczął bowiem przypominać partię szachów, w której obydwa zespoły próbowały rozpracować swoich rywali. W 30. minucie gracze Liverpoolu niemal odtrąbili wyczekiwany sukces. Wykorzystali oni złe ustawienie defensorów rywali, dzięki czemu świetnie posłana piłka trafiła do Floriana Wirtza. Ten znalazł się raptem kilka metrów od bramkarza. Zdecydował się on na oddanie strzału z pierwszej piłki, jednak w tej sytuacji wzorowo zachował się Jan Oblak. W 40. minucie golkiper Atletico nie zdołał już jednak wybronić swojej drużyny.
Po serii ataków piłka trafiła do Dominika Szoboszlaia, który zdobył bramkę wyrównującą. Na uznanie w tej sytuacji zasługuje jednak asysta w wykonaniu Ronalda Araujo. Posłał on bowiem zmyślne podanie piętą, które otworzyło koledze bezpośrednią drogę do bramki. Tym sposobem pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1. Gracz Liverpoolu huknął jak z armaty. Gol na wagę zwycięstwa gospodarzy Na początku drugiej połowy byliśmy świadkami bliźniaczej sytuacji, jak w przypadku rozpoczęcia poprzedniej części meczu. Tym razem, w 48. minucie dobre podanie otwierające drogę do bramki otrzymał Bradley Barcola. Skrzydłowy oddał strzał, jednak piłka minimalnie minęła słupek. Gracze Liverpoolu zdołali jednak utrzymać początkowy rytm.
Raptem dwie minuty później futbolówka ponownie znalazła się w okolicy bramki Atletico. Po nieudanej próbie dogrania trafiła ona przed pole karne, gdzie znalazł się Alexis Mac Allister. Oddał on potężny strzał sprzed pola karnego, kompletnie zaskakując Jana Oblaka. Od tego momentu to gracze Atletico musieli gonić wynik. W 60. minucie gry boisko opuścił wspomniany chwilę temu Bradley Barcola. Jego miejsce zajął Victor Munoz. Zmiana ta spowodowana została urazem nowego zawodnika Liverpoolu. Nie wiadomo jednak, czy była to jedynie zmiana prewencyjna, czy być może Barcola nabawił się poważniejszej kontuzji. Przez kolejne minuty gracze Atletico próbowali ponownie doprowadzić do wyrównania. Defensywa gospodarzy była jednak niezwykle szczelna.
Na 2 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do bramki trafił Jeremie Frimpong. Znalazł się on jednak na wyraźny spalonym, przez co gol nie został uznany. Po ostatnim gwizdku arbitra wszystko było już jasne. Liverpool pokonał Atletico Madryt wynikiem 2:1.

