To już dziś! Reprezentacja Polski stanie przed szansą na wzięcie rewanżu za to, co kilka miesięcy temu stało się w Solnie. W drugim meczu Ligi Nardów "Biało-Czerwoni" zagrają na wyjeździe ze Szwecją. W kadrze gospodarzy znajduje się zawodnik, który na co dzień jest jedną z gwiazd Ekstraklasy. Ostatnio zaliczył debiut w drużynie narodowej, jednak jego kariera nie zawsze toczyła się tak kolorowo. 31 marca reprezentacja Polski poniosła jedną z najbardziej dotkliwych porażek w ostatniej dekadzie. Zespół Jana Urbana poległ 2:3 ze Szwecją w finale baraży mistrzostw świata, przez co nie poleciał do USA, Kanady i Meksyku. Los chciał, że obie ekipy spotkają się teraz w Lidze Narodów.
Graham Potter , czyli selekcjoner skandynawskiej kadry, na to zgrupowanie pierwszy raz od czterech lat powołał zawodnika, który niegdyś był uznawany za "złote dziecko" szwedzkiej piłki. Mowa o Patriku Walemarku. Po wyprowadzce zaczął się dramat. "Przeprowadzali na mnie testy". W Polsce znalazł ukojenie Napastnik urodzony w Goteborgu karierę rozpoczynał w miejscowym Qviding FIF, skąd trafił do Hacken. W końcu jego umiejętnościami zainteresował się Feyenoord. W 2022 roku Holendrzy zapłacili za Szweda ponad trzy miliony euro, mając nadzieję, że szybko zostanie gwiazdą zespołu i uda się go sprzedać o wiele drożej. Rzeczywistość okazała się zdecydowanie bardziej brutalna. W klubie z Rotterdamu Walemark kompletnie nie potrafił się odnaleźć.
Notował pojedyncze występy, brakowało mu liczb. Skończyło się na wypożyczeniach - najpierw do Heerenveen, a następnie do Lecha Poznań. Dopiero w Polsce szwedzki talent odżył. Do tego stopnia, że teraz pierwszy raz od 2022 roku otrzymał powołanie do reprezentacji. I gdyby tego było mało, w meczu z Rumunią (2:1) zaliczył historyczny debiut. Spędził na murawie 13 minut, po którym Potter wypowiadał się o nim w samych superlatywach. - Patrik Walemark bardzo dobrze wkomponował się do zespołu. Podobają mi się jego atuty, atakuje linię obrony i potrafi zapewnić szerokość gry na prawej stronie. Potrafi też utrzymać się przy piłce, co jest istotne w ofensywie. Jest pewny w grze piłką, a jednocześnie stanowi zagrożenie pod bramką rywala.
Jego kluczowe podania i asysty robiły naprawdę duże wrażenie - zachwycał się selekcjoner Szwedów. Jeszcze przed meczem z Rumunami odbyła się konferencja prasowa, podczas której 24-latek wrócił do smutnego okresu z czasów gry w Holandii. Momentami łamiącym się głosem opowiadał, jak wtedy wyglądała jego codzienność. - Poza boiskiem musiałem znosić różne uwagi. Mogło to dotyczyć wszystkiego - na przykład tego, że rano nie ułożyłem sobie włosów, i wtedy mi to wytykano. Jeśli podczas śniadania wyglądałem na zmęczonego, od razu wzywano mnie na spotkanie. Upomnienie. Jak w szkole - relacjonował, cytowany przez expressen.se. - Miałem wrażenie, że po prostu przeprowadzali wiele testów, żeby sprawdzić, jak zareaguję. To była gra psychologiczna - dodawał.
Transfer do Ekstraklasy okazał się zbawienny. Szwed jest jedną z gwiazd ligi. W tym sezonie ma już na koncie osiem bramek i pięć asyst po szesnastu meczach. - Nie byłem wystarczająco dojrzały, żeby sobie z tym poradzić. Gdyby to było teraz, poradziłbym sobie z tym lepiej. Myślę, że kiedy byłem młodszy, bardzo mocno utożsamiałem się z tym, jak szła mi gra w piłkę. Teraz to się nieco rozdzieliło. Mam swoją karierę zawodową i życie prywatne - tłumaczył. - Najważniejsze, o czym należy pamiętać, to bycie sobą. Odnalazłem spokój w życiu, a jednocześnie przez dłuższy czas uniknąłem kontuzji - podsumował. Niewykluczone, że dziś drugi raz zagra w narodowych barwach. O godz.
20:45 w Solnie rozpocznie się spotkanie Szwecja - Polska w drugiej kolejce fazy grupowej Ligi Nardów. Zapraszamy do śledzenia relacji na żywo w Interii Sport.

