Na początku maja br. Jan Bednarek padł ofiarą napadu. Po powrocie z restauracji wraz z żoną i córką zastał w domu grupę włamywaczy. Jeden z nich miał grozić mu nożem. Z domu Polaka zniknęła biżuteria warta ok. 150 tys. euro — dwa zegarki, dwie obrączki ślubne i bransoletka. Szybki powrót rodziny do domu najwyraźniej zaskoczył włamywaczy, których sportowiec musiał prosić o to, by nie robili krzywdy jego bliskim. Jan Bednarek wyłożył karty na stół. Może osiąść w tym kraju Jan Bednarek szczerze o spotkaniu z włamywaczami "W niedzielę strzelam bramkę dającą mistrzostwo Portugalii, a w piątek mamy złodziei w domu o 21:00.
Wracamy do domu, jeszcze pamiętam Lech Poznań grał z Arką Gdynia, i my odwieźliśmy znajomych dzieci do domu, a wracając do domu, już nam po nim biegali. To jest abstrakcyjna sytuacja" — powiedział Bednarek w Kanale Sportowym. "Pierwszą reakcją jest — walcz. Ja ruszyłem do góry, dziewczyny się schowały w łazience. Ja wyskoczyłem i wiadomo, była walka. Chciałem walczyć, bo to jest nasze bezpieczeństwo, ale kiedy ktoś ci wyjmuje długi, ostry przyrząd, to zaczynasz analizować tę sytuację. Dlatego mówię o tej analizie i takiej na chłodno ocenie sytuacji, co jest najważniejsze — zaznaczył piłkarz FC Porto, który zrezygnował z grania bohatera, stawiając życie swoje i swoich bliskich na pierwszym miejscu. Tomasz Fornal wyłożył karty na stół.
Dlatego jest sam Choć początkowo razem z żoną rozważali przeprowadzkę, zmianę domu i tym podobne rozwiązania, ostatecznie zdecydowali się zostać w miejscu, w którym, jak mówił, mogliby żyć po tym, jak zakończy piłkarską karierę. "Najważniejsze jest to, żeby inni ludzie, w tym przypadku złodzieje nie dyktowali nam, w jaki sposób mamy żyć. [...] ktoś nie będzie nam mówić, co my mamy robić w życiu. To jest nasze życie i wydaje mi się, że trzeba temu stawić czoła i wyciągnąć wnioski" — dodał we wspomnianej rozmowie 35-latek. Od czasu napadu na ulicy, na której mieszka, pojawili się ochroniarze, którzy strzegą bezpieczeństwa mieszkańców.