O ile rywalizacja w pierwszej parze półfinałowej pomiędzy Fogo Unią Leszno a Betard Spartą Wrocław miała wyraźnego faworyta, o tyle w przypadku konfrontacji toruńsko-lubelskiej kibice spodziewali się bardziej wyrównanego dwumeczu. Tymczasem podopieczni Piotra Barona już na wyjeździe pokazali swoją moc, wygrywając 48:42. W rewanżu nie dali rywalom żadnych szans, gromiąc ich aż 58:32. Zaskoczony takim scenariuszem, zwłaszcza potyczką w Lublinie, jest Lambert. — Byliśmy zaskoczeni, że wygraliśmy w Lublinie, to znacznie ułatwiło nam zadanie. Powiem szczerze, jechałem na pierwszy mecz z myślą, że dziesięciopunktowa strata da nam jakieś szanse na awans, więc powrót do Torunia z wygraną był wielką radością.
To wynik niemal idealny, wykonaliśmy niesamowitą pracę. Motor to bardzo silna drużyna, mogli odwrócić losy spotkania, ale zaczęliśmy ten mecz tak dobrze, jak dobrze go skończyliśmy — przyznał Brytyjczyk, cytowany przez toruńskie "Nowości". Złoto w Polsce, złoto na świecie? Końcówka tego sezonu układa się kapitalnie dla 28-latka, który przedłużył kontrakt z Apatorem o kolejny rok, wywalczył z nim awans do finału PGE Ekstraligi i przede wszystkim został liderem klasyfikacji generalnej Grand Prix przed ostatnim turniejem cyklu na toruńskiej Motoarenie. — Toruń to w pewnym sensie mój dom, a już na pewno Motoarena jest moim domowym torem. Uwielbiam to miasto i kibiców.
Mam nadzieję, że znajdę klucz do zwycięstwa — powiedział.