Na 4. miejscu mistrzostwa Europy zakończyły siatkarki reprezentacji Polski. Impreza ta zwieńczyła sezon kadrowy, a teraz nasze zawodniczki będą miały chwilę wytchnienia. Przy okazji powrotu do Polski z Turcji nadszedł również czas podsumowań, a w rozmowie z Interią kilka zdań powiedziała Paulina Damaske, jedna z przyjmujących ekipy Stefano Lavariniego. I zdradziła, co w kadrze było dla niej najtrudniejsze. Do końca dobiegł już siatkarski sezon reprezentacyjny kobiet 2026. Turniejem zwieńczającym kampanię były mistrzostwa Europy, a w nich nasza ekipa zajęła 4. miejsce. Wynik ten można traktować zarówno jako sukces, jak i pewnego rodzaju zawód.
Należy pamiętać również, że "Biało-Czerwone" nie zdołały zakwalifikować się do turnieju finałowego Ligi Narodów. Niedługo po powrocie do kraju z Turcji nadszedł czas podsumowań, a w rozmowie z Interią szczerze o swoich odczuciach powiedziała Paulina Damaske. Przyjmująca kadry przyznała, że ostatni sezon w kadrze był dla niej dość... mieszany. Jej zdaniem, minione miesiące sprawiły, że poczuła każdą możliwą emocję - od radości po złość. - Myślę, że przyniósł dużo szczęścia, bo miałam swoje przyjaciółki obok. Dużo niepewności, czasami chaosu, ale wynikającego z połączenia wszystkiego. I prywatnie i sportowo. Złość, wiadomo. Uważam, że każdą emocję poczułam w ciągu tych czterech miesięcy. Ale teraz cieszę się, że w końcu nadejdzie chwila odetchnienia.
Przede mną też nowe wyzwania i mam nadzieję, że po prostu zaraz mi wróci uśmiech po tym ostatnim meczu - rozpoczęła. 25-latka ma pewnego rodzaju łatkę "jokerki". Wszystko po tym, jak w ubiegłym roku w meczu o brąz Ligi Narodów wspólnie z Alicją Grabką odmieniły losy spotkania i znacznie przyczyniła się do wygranej. Jak w tym roku podchodziła do takiej roli? Nie kryła, że jest to dla niej trudna kwestia. I wszystkiego się jeszcze uczy. - To jest najtrudniejszy element w kadrze, który albo zaakceptujesz, albo nie. I myślę, że jest dużo dziewczyn, które mówią "nie", albo rezygnują, bo po prostu mają problemy z adaptacją. Ja się jeszcze tego uczę. Cieszę się, że byłam z dziewczynami.
Cieszę się, że udało nam się zakwalifikować do czołowej czwórki ME, a sama przede wszystkim, że już w momencie wejścia na boisko udawało się dobrze pokazać - tłumaczyła. Damaske przemówiła po powrocie z ME. "Mam jeszcze rok" Dopytana czy udało się jej już pogodzić z rolą zmienniczki w kadrze odpowiada, że jeszcze nie. - Jeszcze to procesuję [śmiech]. Jeszcze to procesuję - powiedziała. Czy w przyszłym roku przyjmującej uda się to zaakceptować? Zdradziła, że na przemyślenia w tej sprawie ma jeszcze rok, a do tego czeka ją wielka zmiana i wyprowadzka do Włoch, gdzie będzie reprezentować barwy Azzurra Volley Firenze. I jej zdaniem, najbliższy czas może zmienić stosunkowo sporo. - To jest kwestia mentalna - albo to się wypracowuje, albo ja nie wiem.
Muszę się psychologa chyba spytać o to. Tak jak mówię, czasami, jeśli uda ci się to zaakceptować, to jesteś w stanie po prostu dać z siebie sto procent. Jeśli nie, to czasami jesteś bardziej destrukcyjny dla całej drużyny i towarzystwa. Ja mam jeszcze rok na przemyślenia i na spokojnie do tego podejdę. W inny sposób niż teraz, na świeżo po meczach. Jestem ogólnie ze swojej sportowej dyspozycji zadowolona. A co przyniesie przyszłość, to zobaczę. Teraz nowa przygoda przede mną dlatego kto wie, jaką będę zawodniczką za rok - mówiła. W przyszłym sezonie polskie siatkarki klasycznie rywalizować będą w Lidze Narodów, a następnie na mistrzostwach świata. Te odbędą się w Kanadzie oraz Stanach Zjednoczonych.

