Oczy wszystkich śledzących popkulturę zwrócone są na brytyjskiego artystę Eda Sheerana, który jest jedną z największych gwiazd sceny muzycznej. Afera zaczęła się kilka dni temu, podczas jego amerykańskiej trasy koncertowej. Na jednym z występów artysta, który grał tzw. support przed Brytyjczykiem, amerykański wokalista Macklemore, ze sceny mówił o wolnej Palestynie i pokazywał na wielkim ekranie zdjęcia ze zrujnowanej Strefy Gazy. Następnego dnia dowiedział się, że już więcej na tej trasie nie wystąpi.
Sprawy potoczyły się lawinowo. Na Sheerana spadła prawdziwa lawina negatywnych, a niekiedy też hejterskich komentarzy. Z kolei w geście solidarności z usuniętym z trasy Amerykaninem wycofali się z niej wszyscy pozostali artyści, którzy mieli na niej występować, m.in.: Lukas Graham i Finneas, artystyczny partner, a prywatnie brat Billie Eilish. Z udziału w przedsięwzięciu zrezygnowali nawet muzycy formacji Beoga, którzy towarzyszyli samemu Sheeranowi podczas jego występów.
DLA CIEBIEW końcu składany smartfon z konkretnym aparatem? vivo X Fold 6 zmierza do Polski Czy Republika przetrwa aferę Zondacrypto? Medioznawcy wskazują największe zagrożenieSam Ed Sheeran w oświadczeniu przekazał, że to nie on osobiście wyrzucił Macklemore'a z trasy, a jej promotor i właściciele koncertowych obiektów. W dyskusji przewija się nazwisko Roberta Krafta - to majętny miliarder i właściciel części amerykańskich stadionów i to właśnie on miał postawić Sheeranowi ultimatum.
Cała ta atmosfera jest bardzo radykalną zmianą nastrojów wokół Sheerana, który do tej pory był prawdziwym pupilkiem opinii publicznej, zgodnie uważanym za osobę bardzo sympatyczną czy wręcz uroczą.
Kto jest winien?
Poproszone przez Wirtualną Polskę o komentarz w tej sprawie osoby z polskiej branży muzycznej są jednak znacznie ostrożniejsze, jeśli chodzi o ferowanie wyroków. Wątpliwości co do tego, kto w tej sytuacji jest naprawdę winny, wyraził dziennikarz muzyczny, organizator imprez i artysta, Hirek Wrona.
- Niestety trudno ferować jednoznaczne wyroki w tej sprawie, nie znając jej szczegółów, a dokładniej: zapisów w kontrakcie dotyczącym tej trasy - komentuje.
A od nich bardzo dużo zależy. W przypadku tak dużych przedsięwzięć często bywa tak, że gwiazda nie ma wielkiego, a czasem wręcz żadnego wpływu na dobór tzw. supportów, czyli zespołów występujących przed nią. Tego typu decyzje podejmuje agencja, nie konsultując tego z nikim, biorąc pod uwagę bardzo wiele kwestii, raczej biznesowych niż artystycznych. To jest wielki biznes, który – jak każdy biznes – koncentruje się na zarabianiu. Tu nie ma sentymentów.
- Moralność? To nie tu. Ale jedno warto dodać: wcześniej, w całej swojej karierze, Ed Sheeran nie podejmował żadnych nieetycznych decyzji. Gdyby to była rozprawa sądowa, powiedziałbym, że to może być ważna okoliczność łagodząca - dodaje Wrona.
"Zrobił niezłą rewolucję". Niepewność w TVN po wiadomościach z USANagłośnił przekaz Macklemore’a jeszcze bardziej
Na inne aspekty sprawy zwraca uwagę Tomasz Masłowski, organizator koncertów, szef firmy Winiary Bookings.
- Z jednej strony wyobrażam sobie, że Ed Sheeran znalazł się w bardzo niekorzystnej sytuacji, pomiędzy promotorami, artystami, a także władzami obiektów, na których ma występować - komentuje.
– Jeśli chciał być w tej sprawie apolityczny, nie mogło się to skończyć happy endem. Z drugiej strony: przyjaźniąc się z Macklemorem i zapraszając go na swoje występy, musisz zdawać sobie sprawę, że to artysta, który nie gryzie się w język i będzie chciał wykorzystać platformę, jaką jest wielka scena, do prezentowania swoich poglądów. Moim zdaniem nie ma nic gorszego, niż próba uciszania artystów, szczególnie jeśli chodzi o sprawy tak istotne, jak ludobójstwo w Palestynie. Sytuacja, w której artysta próbuje cenzurować drugiego artystę, jest – moim zdaniem – całkowicie absurdalna i absolutnie nie powinna mieć miejsca – dodaje.
Masłowski skomentował też nagonkę wokół tej afery i wokół samego Sheerana.
- Nie jestem zwolennikiem hejtu - opowiada promotor. - Uważam, że Ed Sheeran mógł nie mieć złych intencji i po prostu pogubił się w tej sytuacji. Natomiast solidna krytyka na pewno mu się przyda. A swoją drogą, chcąc nie chcąc, chyba nieświadomie przyczynił się też do tego, że słuszna sprawa, o którą walczy Macklemore i wiele innych osób, odbije się na świecie o wiele większym echem, niż gdyby chodziło tylko o przekaz, wygłaszany podczas koncertów na stadionach przez jednego z artystów supportujących główną gwiazdę - dodaje Masłowski.
Najważniejsze: solidarność między artystami
Głosy polskiej branży w tej sprawie bardzo dobrze podsumowuje komentarz dla Wirtualnej Polski Bartka Chacińskiego, dziennikarza muzycznego, zastępcy redaktora naczelnego tygodnika "Polityka".
– Nie wiem, w jakim stopniu opinia samego Eda Sheerana miała w ogóle znaczenie w tej historii, choć to on poniósł największe straty wizerunkowe – ocenił Chaciński. – Ale o kilku rzeczach sobie przypomnieliśmy: że największe trasy koncertowe to zwykle przedsięwzięcia czysto biznesowe, a nie artystyczne, że Stany Zjednoczone nie są krajem wolności, na jaki się je kreuje, a wreszcie – i to jedyna budująca informacja – że jest jeszcze solidarność między artystami – tłumaczy dziennikarz.
Przemek Gulda Przemek GuldaDziennikarz piszący i mówiący o kulturze od ponad 30 lat. Zawsze w drodze: kiedyś na koncertach i festiwalach muzycznych, dziś bardziej na premierach teatralnych i imprezach filmowych. Od lat prowadzi też swój własny kanał w mediach społecznościowych, @guldapoleca, w którym... poleca nowe spektakle, filmy, płyty, książki, komiksy i wystawy.