Ogólne · Bezpieczeństwo

Dzieci odebrane rodzicom. Rzeczniczka praw dziecka wyjaśnia

Opublikowano: 23.09.2026, 15:27 Autor: Polsat News Źródło: Polsat News - wszystkie

Zdjęcie do aktualności: Dzieci odebrane rodzicom. Rzeczniczka praw dziecka wyjaśnia

- Powiem o jednym przypadku, o sprawie Kamilka z Częstochowy. Sąd rodzinny również mówił o tym, że dzieci są bezpieczne, a on był rzucany na rozgrzany piec i zmarł - mówiła Monika Horna-Cieślak, odnosząc się do swojej interwencji, po której rodzicom odebrano…

- Powiem o jednym przypadku, o sprawie Kamilka z Częstochowy. Sąd rodzinny również mówił o tym, że dzieci są bezpieczne, a on był rzucany na rozgrzany piec i zmarł - mówiła Monika Horna-Cieślak, odnosząc się do swojej interwencji, po której rodzicom odebrano dzieci. Później sąd nakazał ich powrót do opiekunów. Na antenie Polsat News RPD dodała, że obecnie dzieci nie ma w środowisku domowym. Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak 14 sierpnia wdała się na warszawskiej Białołęce w sprzeczkę z kobietą, którą przyłapała na stosowaniu przemocy wobec swojego czteroletniego dziecka. Gdy zwróciła jej uwagę, została przez nią zwyzywana.

O sprawie poinformowana została policja, która sprawdziła, czy istnieją podstawy do podjęcia interwencji w związku z bezpieczeństwem dzieci . Jak wskazuje Zero.pl, Hernik-Cieślak interweniowała też w sądzie rodzinnym, który starała się przekonać, że kobiecie i jej mężowi powinno się odebrać ich pociechy. Ostatecznie, ani policja, ani sąd nie odnaleźli przesłanek do tak radykalnego działania . Ostatecznie sąd nakazał natychmiastowy powrót małoletnich do prawnych opiekunów i wskazał, że działania Horny-Cieślak mogą nosić znamiona przemocy instytucjonalnej. RPD zastosował przemoc instytucjonalną?

Horna-Cieślak odpowiedziała Horna-Cieślak na antenie Polsat News dopytywana o orzeczenie sądu przywołała sprawę ośmioletniego Kamilka z Częstochowy. - Nie komentuję orzeczeń sądu, natomiast wielokrotnie jako rzeczniczka praw dziecka nie zgadzałam się z różnymi orzeczeniami w zakresie tego, czy dochodzi do krzywdzenia dzieci. Proszę pamiętać o tym, że w sprawie Kamilka też wcześniej były sygnały świadczące o tym, co się dzieje w rodzinie. I naszą rolą, moją rolą jest reagowanie, kiedy widzimy czynniki krzywdzenia dziecka. I te czynniki krzywdzenia dziecka po prostu były. I ja zareagowałam jako świadek przemocy wobec dzieci - mówiła.

Odnosząc się do wydarzeń z 14 sierpnia wyjaśniła, że kiedy czekała na przystanku autobusowym była świadkiem bezpośrednim stosowania agresywnej przemocy fizycznej i psychicznej. Tłumaczyła, że kobieta w bardzo wulgarny sposób odnosiła się do swojego kilkuletniego dziecka. - Więc proszę sobie wyobrazić, jeżeli w miejscu publicznym matka w taki sposób mówi do własnych dzieci, to co się dzieje w czterech ścianach? - pytała. Podczas rozmowy prowadzący Michał Cholewiński przytoczył fragment orzeczenia sądu dotyczące tego, że działania Hornej-Cieślak mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej, a machina państwowa i urzędowa została uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia .

ZOBACZ: Głośno o interwencji rzeczniczki praw dziecka. Dzieci trafiły do placówki Według sądu punktem wyjścia było co najwyżej szarpnięcie dziecka przez matkę i słowa, że przez całe życie muszę się z tobą męczyć oraz wulgaryzmy wobec pani Moniki Horny-Cieślak. Również wezwani na miejsce policjanci mieli nie widzieć podstaw do tego, żeby odebrać dzieci rodzicom.

Mimo to dochodziło do tajemniczych weekendowych spotkań RPD z komendantem stołecznym policji, które policja określiła mianem roboczych. - Czy wywierała pani presję na policję, żeby dzieci od rodziców zabrać? - zapytał. - Po pierwsze, bardzo bym chciała, żeby sąd bazował na całości materiału dowodowego. (...) Kiedy dowiedzieliśmy się w poniedziałek, że jest rozprawa, która ma dotyczyć tego, co się wydarzyło, sąd mnie nawet nie wezwał , żebym składała zeznania w charakterze świadka. Sama się stawiłam - odpowiedziała. - Druga rzecz, nie spotykałam się z żadnym panem komendantem - dodała.

Dalej tłumaczyła, że omawiany incydent wydarzył się w piątek, a instytucje pomocowe nie działają w weekendy . - Na przykład Ośrodek Pomocy Społecznej nie pracuje i kiedy skierowaliśmy prośbę o działanie, otrzymaliśmy odpowiedź, że podejmie je dopiero w poniedziałek - dodała. Minister podkreślała, że obecnie dzieci nie znajdują się w środowisku domowym. - Cały materiał dowodowy mówi o tym, że ta rodzina już była wcześniej znana służbą. Była tam wcześniej procedura niebieskiej karty, interweniowali sąsiedzi, były awantury, a obecnie dzieci nie są w domu - przekazała.

RPD: Nie było żadnych nacisków Cholewiński po raz kolejny przytoczył uzasadnienie sądu , z którego wynika, że Horna-Cieślak z żarliwością zaangażowała się w podejmowanie nieformalnych, pozaprocesowych i pospiesznych czynności, które w konsekwencji doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia maleńkich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej . - Mówię bardzo jasno, że kwestionuje to, co mówi sąd w zakresie tego, jak wyglądała ta historia. Nie zgadzam się z takim przedstawieniem sytuacji , w której dochodziło do przemocy wobec dzieci - odpowiedziała rzecznik praw dziecka. Podkreślała, że jej interwencja to tylko jeden z elementów, bo ta rodzina jest w zainteresowaniu służb od bardzo dawna. - Więc policja ma obowiązek podjąć określone działania.

Między innymi musi skorzystać z procedur, które są przewidziane w prawie , czyli przeanalizować stan faktyczny do tego, czy istnieją czynniki krzywdzenia i zagrożenia dla bezpieczeństwa dziecka. I w tej sprawie to było. Wszyscy działali zgodnie z prawem na mocy obowiązującego prawa - dodała. Horna-Cieślak przyznała, że poprosiła w komendzie stołecznej o zorganizowanie spotkania interdyscyplinarnego . - Mieliśmy już dużo materiału w zakresie tego, co się dzieje w tej rodzinie. I kiedy zebraliśmy cały materiał dowodowy w tej sprawie, to policja wypełniła formularz.

Właśnie się podjęła działania w zakresie przeanalizowania jeszcze raz sytuacji rodziny i podjęła działanie związane z tym, żeby zabezpieczyć po prostu dobro dzieci, które doświadczały przemocy - stwierdziła. Następnie prowadzący zapytał, czy ze strony biura RPD dochodziło do nacisków na sąd. - Sąd nie pracuje w długi weekend. (...) Skontaktowaliśmy się z sędzią dyżurującym, mówiąc o tym, że skierowaliśmy określone pisma i wnioski dowodowe do sądu, uważamy, że sprawa jest pilna, a z racji tego, że sędzia będzie mógł się z nimi zapoznać w poniedziałek, prosimy o to, żeby zapoznał się z materiałami w dniu dzisiejszym - mówiła. - Nie było żadnych nacisków, nie naciskamy i nie będziemy naciskać na żadne instytucje - zapowiedziała.

Zdjęcie do aktualności: Dzieci odebrane rodzicom. Rzeczniczka praw dziecka wyjaśnia
Zdjęcie do aktualności: Dzieci odebrane rodzicom. Rzeczniczka praw dziecka wyjaśnia

Materiał wideo

Wiadomości ogólne pochodzą z zewnętrznych serwisów informacyjnych i są publikowane jako podstrony portalu zgodnie z ustawieniami/licencją źródła.

Otwórz oryginał w źródle

Wróć: Wiadomości z Polski

Pozdrowienia od słuchaczy

Brak pozdrowień na pasku.