Po sześciu zwycięstwach z rzędu — serii, jakiej w Chicago nie widzieli od 26 lat — Strażacy wpadli w pewien dołek. Robert Lewandowski i spółka nie byli w stanie wygrać żadnego z trzech ostatnich meczów. Szczególnie dotkliwa była porażka z CF Monterrey w ćwierćfinale Leagues Cup (1:2). W Wietrznym Mieście bardzo liczyli na końcowy triumf w tych rozgrywkach. Po przegranej z Meksykanami pozostała im walka w MLS. W meczu Toronto FC — Chicago Fire to Lewandowski był tym, który jako pierwszy stanął przed szansą na wpisanie się na listę strzelców. W siódmej minucie dopadł do bezpańskiej piłki na przedpolu, przełożył na prawą nogę i uderzył. Futbolówka odbiła się jeszcze od jednego z rywali, ale Luka Gavran zdołał instynktownie zainterweniować.
Więcej szczęścia kilka chwil później miał Maren Haile-Selassie. Szwajcar także oddał strzał sprzed "16", a rykoszet zdołał skutecznie zmylić kompletnie załamanego bramkarza. Od tego momentu gospodarze zepchnęli gości do defensywy, co przyniosło efekt w 27. minucie. Djordje Mihailovic zagrał w pole karne, a Josh Sargent przyjęciem piłki klatką piersiową ograł Jacka Elliotta, po czym bez problemu pokonał Chrisa Brady'ego. Kilka chwil później Strażacy powinni wrócić na prowadzenie za sprawą Lewandowskiego. Polak najpierw rozprowadził akcję podaniem piętą, później uderzył z pola karnego, ale piłka odbiła się od słupka i wyszła na aut bramkowy. Zemściło się to jeszcze przed przerwą.
Lewandowski i Dje D'Avilla nie byli w stanie wybić piłki ze swojego pola karnego, dopadł do niej Sargent i po raz drugi pokonał bramkarza gości. Niebawem sytuacja Fire mogła się jeszcze pogorszyć. Po faulu na Sargencie Sam Rogers cudem uniknął drugiej żółtej kartki. Na drugą połowę amerykański stoper już nie wyszedł. Robert Lewandowski dał Strażakom wygraną Niedługo po zmianie stron Chicago doprowadziło do wyrównania. Po akcji Philipa Zinckernagela piłkę do własnej bramki wpakował Walker Zimmerman. Amerykanin ubiegł Lewandowskiego, który już czyhał na tę piłkę. Goście cieszyli się z remisu tylko przez pięć minut. Toronto wróciło na prowadzenie znów za sprawą duetu Sargent — Mihailovic.
Amerykański napastnik skompletował hat-tricka ładnym strzałem w długi róg. Festiwal strzelecki trwał w najlepsze. W 58. minucie bramkarz gospodarzy wyszedł do wysokiego dośrodkowania Zinckernagela i zderzył się z Lewandowskim, a Haile-Selassie umieścił piłkę w pustej bramce. Polakowi zaliczono przy tym trafieniu asystę. W 64. minucie było już 3:4. Zinckernagel tym razem podał płasko, Haile-Selassie przepuścił piłkę, a Lewandowski z niewielkiej odległości dał gościom prowadzenie. To piąty gol Polaka w MLS. Gdy wydawało się, że Chicago zdoła wywieźć trzy punkty z Kanady, Derrick Etienne przymierzył w górny róg bramki Brady'ego i czwarty kolejny mecz bez zwycięstwa Strażaków stał się faktem.
Podopiecznym Gregga Berhaltera trudno będzie przerwać tę passę. W nocy ze środy na czwartek polskiego czasu do Chicago zawitają Leo Messi i jego Inter Miami.