Zazwyczaj niełatwo się zgodzić z zawiłymi wywodami właściciela Pogoni Szczecin, ale w tej kwestii Alex Haditaghi całkiem słusznie zabrał głos. Podobnie jak trener Marek Papszun, choć ma tego pecha, że zabrzmiał niespecjalnie wiarygodnie, bo jego zespół w Pucharze Polski akurat dotkliwie przegrał z Motorem Lublin (0:3), a powinien jeszcze wyżej. Obaj panowie zwrócili uwagę, że drużyny z Ekstraklasy w początkowej fazie pucharowych zmagań powinny być rozstawione — czyli skojarzone w pary z drużynami z niższych lig. I to jest słuszna koncepcja. Polecamy również: Jego śmierć zmroziła piłkarską Polskę. Cztery dni wcześniej grał w ekstraklasie Ta zasada dawniej obowiązywała i z jakichś powodów została zarzucona.
Na pierwszy rzut oka można zakładać, że w ten sposób zaspokajane bywają oczekiwania nadawcy telewizyjnego (on dba o swoje interesy, byłoby dziwne, gdyby tego nie robił) i już od pierwszej rundy w ofercie programowej chce mieć kilka hitów, takich jak Motor — Legia, Widzew — Korona czy Śląsk — Pogoń. Nie służy to jednak interesowi polskiej piłki, bo w tym zakresie należy dokładać wszelkich starań, by mocniejsze drużyny nie wpadały na siebie już przy pierwszej okazji i w ten sposób się wykruszały. Bo w kilku parach grają między sobą drużyny z najwyższej ligi, a w innych Sokół Ostróda z Sokołem Kleczew albo Beskid Andrychów ze Śląskiem II Wrocław.
A na koniec chodzi nam przecież o to, by w finałowej fazie spotkały się najlepsze zespoły, spośród których będzie wyłoniony ten, który godnie zaprezentuje Polskę w Europie. Legia powinna się męczyć w małym ośrodku Inna kwestia to urok Pucharu Polski, sprawiający, że właśnie raz na sezon medialne drużyny z ligowej elity zaglądają do mniejszych ośrodków, a ich wizyta dla lokalnej społeczności staje się świętem. Ileż historii można tutaj przytoczyć! Moja ulubiona to wizyta wielkiego Widzewa z Romanem Wójcickim, Markiem Dziubą, Dariuszem Dziekanowskim, Włodzimierzem Smolarkiem w maleńkich Jadownikach w 1984 r. na mecz w 1/16 finału PP.
Goście wygrali 7:1, ale kibice Jadowniczanki przeżyli święto, o którym pamiętają do dzisiaj i przekazują tę pamięć następnym pokoleniom. Gdyby wówczas obowiązywały dzisiejsze zasady, Widzew w pierwszej rundzie mógłby zagrać na przykład z Górnikiem Zabrze albo z Lechem Poznań, a Jadowniczanka gościłaby może Gwardię Szczytno albo Bug Wyszków. Polecamy również: Na maksa imponował. Wkurzał też na maksa. Pożegnanie legendy Zerwaliśmy z dobrą tradycją, ograniczając sensacje w stylu zwycięstwa Siarki Tarnobrzeg nad Zagłębiem Lubin do minimum. Szkoda, bo to jest właśnie sól Pucharu Polski. Legia gładko przegrała z Motorem w Lublinie, ale nikt nie dał jej szans na męczarnie w Luzinie albo w Nowym Targu.
Kilka romantycznych historii się nie wydarzy, lecz jałowe narzekania to tylko strata czasu. Lepiej go wykorzystać na zmianę zasad rozstawiania drużyn w następnym sezonie w taki sposób, aby popularne piłkarskie firmy z rozpoznawalnymi piłkarzami znowu trafiły "pod strzechy". To nagroda dla mniejszych klubów, ich kibiców, wśród których są także młodzi ludzie marzący o piłkarskich karierach. Dla nich takie mecze o największa inspiracja.