Rozstawiona z numerem "5" Polka udanie rozpoczęła turniej w Singapurze, pokonując w 1. rundzie Rebeccę Šramkovą 6:4, 6:2. W kolejnej czekało ją jednak trudniejsze zadanie, gdy naprzeciw niej stanęła Ołeksandra Olijnykowa. Ukrainka uporała się z Vivian Wolff 6:1, 7:6, ale w starciu z Chwalińską nie była faworytką. Dotychczas obie zawodniczki spotkały się raz — w grudniu 2024 r. podczas turnieju WTA 125 w Florianópolis na kortach ziemnych. Polka wygrała to spotkanie 7:6(1), 6:1. Teraz można było przypuszczać, że niemal halowe warunki w Singapurze będą sprzyjać zawodniczce z Bielska-Białej. Pierwszy set Mai Chwalińskiej mógł wprawić kibiców w osłupienie.
Polka od pierwszej piłki narzuciła rywalce swoje warunki i błyskawicznie przejęła kontrolę nad spotkaniem. Chwalińska szybko wyszła na 2:0, a później nie zamierzała się zatrzymywać. W trzecim gemie ponownie wykorzystała problemy Ukrainki, a chwilę później dołożyła kolejne przełamanie, prowadząc już 4:0. Olijnykowa coraz częściej posyłała piłki w siatkę lub poza kort, podczas gdy Polka imponowała skutecznym wolejem i świetnymi skrótami. Przy stanie 5:0 Chwalińska była już o krok od zamknięcia seta. W decydującym gemie popisała się jeszcze efektownym dropszotem i wywalczyła trzy piłki setowe. Choć Ukrainka zdołała obronić dwie, przy trzeciej nie miała już nic do powiedzenia. Było 6:0 dla Polki.
Skala dominacji była ogromna — Olijnykowa popełniła aż 15 niewymuszonych błędów w zaledwie pięciu gemach, a Polka wykorzystała jej fatalny początek bez najmniejszego wahania. Wielki popis Mai Chwalińskiej Drugi set również był prawdziwą burzą w wykonaniu Chwalińskiej. Co prawda Polka już na otwarcie straciła podanie, ale odpowiedź była natychmiastowa. Chwalińska przełamała Ołeksandrę Olijnykową, a następnie wygrała własnego gema do zera i wyszła na prowadzenie 2:1. Na tym jednak nie zamierzała poprzestać. Polka ponownie przełamała Ukrainkę, tym razem wykorzystując break pointy po świetnym woleju, a chwilę później dołożyła kolejnego gema przy serwisie Olijnykowej. 5:1! Chwalińska była już o krok od zwycięstwa.
Olijnykowa próbowała jeszcze odwrócić losy partii, ale Chwalińska miała break pointa na 6:1 i zamknęła spotkanie w dwóch setach. To był prawdziwy popis.